Historia adopcji Bogusia
Dzień psa ![]()
Nie sądziłam, że jeszcze będę świętować….. ale to była miłość od pierwszego spojrzenia….
To dobry czas by opowiedzieć Wam historię Boguśka. ![]()
Po śmierci mojej goldenki Naszki w 2021 roku powiedziałam sobie, że już nigdy nie będę miała dużego psa. Potem rok po roku odeszły jeszcze moje dwie pinczerki. Kiedy pożegnałam ostatnią z nich w 2025 roku, byłam pewna, że to już koniec. Mam przecież 10 kotów, więc mówiłam sobie, że to mi wystarczy.
I wtedy gdzieś mignął mi Boguś.
Od lat działam w fundacji, więc ciągle widzę psy, koty do adopcji. Ale z nim było inaczej. Zobaczyłam zdjęcie i od razu pomyślałam: kurczę, to jest mój pies. Tylko był jeden problem – moje koty. Dziesięć kotów no i czasami tymczasy ![]()
Było mnóstwo telefonów, czekania i zastanawiania się, czy w ogóle jest sens. W końcu udało się sprawdzić Boguśka z kotem w hoteliku. Wszystko wyglądało dobrze, więc przyjechał do nas.
Na działce był przeszczęśliwy. Biegał, wszystko obwąchiwał, cieszył się jak dziecko. Ale kiedy wszedł do domu i kot ze strachu zaczął uciekać, Boguś chciał pobiec za nim. Przestraszyłam się, nie takiej reakcji się spodziewałam a bezpieczeństwo moich kotów jest najważniejsze. Boguś wrócił z powrotem do hoteliku, a ja cały weekend przepłakałam. Bo czułam, że coś poszło nie tak, że można inaczej..
Wtedy mój mąż powiedział: „A może spróbować z kagańcem?”. Zadzwoniłam do fundacji i poprosiłam o jeszcze jedną szansę. Pojechałam po Boguśka. Przez pierwsze dwa tygodnie chodził przy kotach w kagańcu. Spokojnie, bez pośpiechu. Koty przestały się go bać, a on zrozumiał, że one są częścią tego domu. Zdjęliśmy kaganiec… i od tamtej pory już nigdy nie był potrzebny.
Dzisiaj Boguś śpi z kotami, leży na kanapie jakby mieszkał tu od zawsze i jest najszczęśliwszym psem na świecie. A ja? Dzięki niemu codziennie wychodzę na spacery. ![]()
Weterynarz powiedziała, że jego zęby są starte prawie do miazgi. Najprawdopodobniej przez lata gryzł kraty albo łańcuch. Nawet nie chcę myśleć, co musiał wcześniej przeżyć.
Dzisiaj ma dom. Ma swoje koty. Ma swoją kanapę i ludzi, którzy go kochają. A on odwdzięcza się po swojemu. Kiedy przejeżdża karetka albo coś jedzie na sygnale, staje, zadziera głowę do góry i wyje najlepiej, jak potrafi. A kiedy śpi… uśmiecha się. I za każdym razem, gdy na niego patrzę, uśmiecham się razem z nim. ![]()
![]()
Adoptujcie stare psy, mają mniejsze szanse na adopcje a kochają tak samo ![]()
mój Bogusiek ![]()
