Boksery w potrzebie

Dom Tymczasowy okiem Tiny

tina001No to zaczynamy…
Witam, jestem Tina, a jako, że reprezentuję płeć piękną, wieku Wam dokładnego nie podam…no może zdradzę, że około dziesiątki gdzieś lewituje.
Głupio tak pisać o sobie w samych superlatywach, w sumie nie ma się do czego przyczepić, ale dobre wychowanie nakazuje odrobinę powściągliwości i przyzwoitości jako takiej.
Dawno temu (dwa tygodnie dokładnie) mieszkałam w małej miejscowości koło Łodzi. Niestety moja opiekunka, z którą spędziłam tak wiele lat zachorowała i musiała zamieszkać w nowym domu, a ja zostałam sama w dotychczasowym lokum. Dobrzy ludzie przychodzili do mnie, karmili i wypuszczali na dwór, ale to nie było to samo… Przez miesiąc całe dnie i noce spędzałam sama, no prawie sama, bo w towarzystwie kociaka i wierzcie mi, nic z nim nie darłam (a propos przysłów).
tina002Pewnej wrześniowej nocy zdarzyła się taka oto historia. Zaczęłam się układać do snu, gdy nagle na podwórzu usłyszałam jakiś hałas. Powiedziałam sobie … spokojnie, bez paniki jakby co jest kot on mnie obroni … po chwili ktoś wszedł do domu. Po zapachu poznałam, że to moi dotychczasowi opiekunowie i jeszcze ktoś, jakiś mężczyzna. Rozmawiali coś o fundacji, nowym domu tymczasowym, że we Wrocławiu i takie tam.
Ten człowiek, który z nimi przyjechał okazał się bardzo fajny i chyba trochę zwariowany.
Potem dowiedziałam się, że to Michał z Fundacji Boksery w Potrzebie i że zabierze mnie do nowego domu tymczasowego we Wrocławiu, żebym dłużej tak sama w domu nie siedziała, bo muszę Wam powiedzieć, że marniałam … było mi smutno i nie było się do kogo przytulić…
tina005No to komu w drogę … i tak jechaliśmy, jechaliśmy. Nawet widoków nie mogłam podziwiać bo nocą mnie szmuglowali.
Wrocław Welcome (trochę liznęłam angielskiego … gulaszu) przywitały mnie dwie dwunożne kobitki i jedna czworonożna prawie identyko jak ja. No dobra, może trochę młodsza, ale jak to mówią „starość nie radość młodość nie wieczność” ha! O rety, ta to wylizała mi całą mordkę, myślałam, że się już nie odczepi. Zaprosiły mnie do swojego domu i tak oto zaczęła się moja nowa przygoda.
Z Majką zatargów nie mam, czasem muszę ją przywołać do porządku np. jak chce mi się dobrać do miski albo jak się bawi zabawkami, którymi ja akurat chcę. Moje nowe wrocławskie kumpele tłumaczą mi, że tak nie wolno się zachowywać, że nie ładnie. Staram się to zrozumieć i idzie mi coraz lepiej, ale nigdy przenigdy nie złościłam się na moje kumpelki.
Z innymi pobratymcami jest w porządku jak ktoś mnie nie interesuje to w ogóle nie zwracam na niego uwagi no chyba, że jakiś przystojniak idzie to i owszem, przyznaje się bez bicia, że sobie powącham tu i tam i nawet do zabawy pozaczepiam. Nie to żebym nie lubiła dziewczyn, ale chłopacy jacyś tacy fajniejsi są … zresztą jedną mam teraz na co dzień.
Na spacerkach nigdzie się nie śpieszę. Lubię węszyć w poszukiwaniu ciekawych zapaszków … w przeciwieństwie do Majki (tej wiecie, podobnej do mnie) nie przejawiam tendencji do biegania po rowach albo tarzania się w jakiś paskudztwach. Choć kto wie, życie lubi nas zaskakiwać.
tina003Jeśli chodzi o spanie to przyznam się, że lubię choć zaczynam na nowo poznawać uroki spacerków.
Do łóżka się nie pcham, ale jak zaproszą to dwa razy nie trzeba powtarzać … no może nad ranem jak jestem jeszcze zaspana. Wcale wcześnie nie wstaję, na pewno nie z kurami. I ja się wyśpię i moje kumpele też. Sama w domu też zostanę i ochoty na demolki też nie mam… jak to było za szczenięcych lat.
No i co jeszcze z mojej strony … hmm … na początku troszeczkę to wszystko mnie przerastało więc wolałam sobie spokojnie poleżeć , pospać, podumać, ale teraz widzę, że zawsze można się w życiu z kimś nowym zaprzyjaźnić jeśli się tylko chce, a ja bardzo tego pragnę. Lubię ludzi i chcę wierzyć w to, że każdy człowiek jest choć w połowie tak fantastyczny jak my -psiaki!
A teraz pozwolę się wypowiedzieć moim dwunożnym kumpelom. Choć uważajcie mogą być nieobiektywne, bo wiecie jak to jest… NIE SPOSÓB NIE KOCHAĆ BOKSIA CZYLI – O RETY!- MNIE! 😀

W sumie to Tinka powiedziała absolutną prawdę. My jedynie możemy uzupełnić tę opowieść o parę szczegółów, o których Tinka nie wspomniała, a to tylko dlatego, że nie lubi się użalać nad sobą.
Jak już wspomniała ma około dziesięciu lat. Tak też weterynarz orzekł. Dokładnie nie wiemy ile gdyż Tinka nie miała książeczki zdrowia, a co się też z tym wiąże trzeba było odwiedzić weterynarza.
Do samochodu Tinka sama chętnie wsiada, podczas jazdy obserwuje okolice albo kładzie się.
U lekarza zero paniki … pozwala przy sobie zrobić absolutnie wszystko. Ostatnio musiała leżeć pod kroplówką prawie trzy godzinki i zniosła to dzielnie, i to bardzo!
Po wstępnych badaniach lekarz stwierdził guzki na listwie mlecznej, które będą wkrótce usuwane (piszę wkrótce dlatego, że teraz Tinka dostaje antybiotyki na pozbycie się bakterii z układu moczowego, które się bezwstydnie rozhulały. Sytuacja jest jednak już coraz bardziej opanowana i szala zwycięstwa przechyla się w naszą stronę). Poza tym Tinka nie była sterylizowana, więc czeka ją jeszcze malutkie ciachanko.
Powiem Wam jedno, metryka metryką, ale nijak się to ma do Tinki. Dziesięć lat, a cóż to jest?
Ona ma w sobie taką radość życia, że z niejednym człowiekiem mogłaby się podzielić. Żadnego marudzenia, że za długi spacer, że ciągle ktoś przychodzi i mnie zaczepia, że małe dzieci chcą głaskać.
Wręcz przeciwnie, Tinka nic przeciwko małym dzieciom nie ma, sama przychodzi do nas i się zaczepkuje. Na nowo odkrywa zabawki, tarmoszenie piłek i pluszaków sprawia jej wielką radość.
Podawanie leku? Żaden problem nawet jeśli trzeba wcisnąć do gardełka.
Więcej grzechów nie pamiętamy.
Pozdrawiamy!
Luśka i Marta oraz główna bohaterka – Tina balerina

Tina odeszła za Tęczowy most.

Galeria zdjęć

tina002
tina003
tina001
tina005
X

Zaadoptuj mnie wirtualnie

Imię i nazwisko *

e-mail *

Kwota

Sponsorzy i partnerzy